czwartek, 9 lipca 2015

Dawno nie pisałam.
WSTYD. Czyżby moja wytrwałość sięgnęła zenitu? Może. Nie wiem. Co ja wiem mam tylko dwadzieścia lat. DWA-DZIE-ŚCIA LAT. DWAAAAA-DZIEEEEE-ŚCIAAAAA LAAAAAT.
Dużo, a zarazem nie. Niby masz dużo lat. Jesteś dorosły niby coś w głowie masz. A tak naprawdę – sieczka. Nic nie wiesz. Nie wiesz:
1.       Kim jesteś
2.       Kim chcesz być
3.       Co chcesz w życiu osiągnąć.
Niby masz wizje, gdzie siebie widzisz za XXXX lat. Teoretycznie wiesz co chcesz robić. ALEEE masz jeszcze czas – Jestes młody ( ale zarazem już stary. Masz te 18 lat i społeczeństwo oczekuje od Ciebie już dużo rzeczy. Głosowania itp. Itd. Przez co się boimy dużo rzeczy i przez co nie dorastamy tak szybko jakby oni chcieli. Kurczę chyba już tu o tym pisałam, albo o czymś podobnym. Teraz tyle w internecie się dzieje. Tęcze nie tęcze, psy w samochodach i w ogóle BURZE.
 A my co? A ja co?
NIC.
 Co mogę skomentować. Że tęcza to z jednej strony fajnie a z drugiej nic nie zmienia boś my w Polsce? Że psy w samochodzie to draństwo. A ludzie i tak to robią więc po co sobie strzępić język. Lepiej działać niż chwalić się na fejsie. Nastolaki się biją w metrze – patola. Patola wszędzie patola. Ja wolę się nie wypowiadać bo i tak nie wiem co chcę i czego. 
Przyznam się szczerze. Wyznałam. No więc przyznałam się i… Jestem zmuszona podjąć jakieś kroki by się w końcu zdecydować. Jeżeli masz taki sam dylemat to wiesz co masz już zrobić. Więc zamiast zajmować się jakimiś pierdołami internetowymi, zajmij się sobą chociaż przez 10 minut dziennie. POMYŚL. WYMYŚL. ZACZNIJ REALIZOWAĆ. Można mieć miliard pomysłów na minutę. Połowa jest zawsze beznadziejna (tak jak może i ten tekst – jebać ) a druga całkiem dobra ( tak jak może i ten tekst – nie jebać ). Nie wiem czego chce, ale się dowiem. Musze nie? Nie wiem czy w ostatecznym rozrachunku w tym tekście jest jakikolwiek sens, ale czasem musi być coś słabego by reszta wydawała się lepsza. Czy coś

pozdro

sobota, 4 lipca 2015

Jutro idę na dzień próbny do nowej pracy. 

Jak mi pójdzie?


 Taka moja mała twórczość z tej okazji. <3

BTW. Mam instagrama - możecie obserwować.
https://instagram.com/spojrzeniazdechlejryby/    <- to ten tutaj.
TAK " spojrzeniazdechlejryby - a jak B|

czwartek, 2 lipca 2015

Dzień dobry.
Dzisiaj będę pisać o istocie czekania. Czekanie jest samo w sobie okropne? Nie? Siedzisz na dupsku przed pc, albo przed dobrą książką i oczekujesz od świata całej uwagi. Czekasz, sprawdzasz co 5 minut jak stoi Twoja sprawa. Nie wiem – gnijesz gdzieś psychicznie bo nie możesz wytrzymać aż będą efekty, wyniki cokolwiek. Kalkulujesz najmniejszy krok sprawdzając czy coś źle nie zrobiłaś.
I w efekcie robisz wszystko by nie zwariować, a w efekcie dziczejesz jeszcze bardziej.
Stajesz się po prostu dziwakiem niewchodzącym z domu.
Tak. I Ty możesz zostać dziwakiem roku! Nie przegap swojej szansy!
Szczerze? Chyba nie chcesz tak skończyć, nie? Może podam parę wskazówek jak takim dziwakiem nie zostać.
1.       Zacznij ćwiczyć ( nie wiem Chodakowską, Mel B – cokolwiek) Podczas ćwiczeń nie dość że schudniesz bo pewnie jesteś gruba/gruby ( i tak wszyscy narzekają że są za grubi więc się nie czepiać że z góry to zakładam). No i ten pożądany plus – podczas ćwiczeń nie myślisz o tym co w ogóle Cię gnębi – nawet to że musisz czekać na coś tam
2.       Zacznij czytać książki, oglądać filmy/seriale. Z filmów jak lubisz zajawki o superbohaterach czy coś to polecam filmy Marvela bo są ze sobą powiązane ( napisze o nich osobą notkę bo są fajne)
3.       Pracę znajdź – czy to chwilowa czy na stałe, znajdź – hajsy do kieszeni wpadną
4.       Każdy ma jakieś hobby – nie mówię tutaj o czytaniu artykułów na Wikipedii i czytanie ich odnośników, bądź gubieniu się na youtube ( to też dobry sposób by nie myśleć o czekaniu – możesz go również wykorzystać). Zacznij beznadziejnie rysować, układać puzzle itd.
5.       Chodź na wycieczki/spacery/spotkania ze znajomymi. To chyba oczywiste, nie?
6.       Ucz się jezyka czy czegoś innego co chciałaś. Rozwiniesz swój mózg choć trochę
7.       RÓB CO CHCESZ TYLKO O TYM NIE MYŚL.

No to rady ode mnie? Pewnie są oczywistością, ale nawet przy najdłuższym czekaniu o czymś takim zapominamy. Czekanie jest najgorsze, dłuży się i dłuży i dłuży, a czas i tak wolno płynie. Płynie szybko kiedy spędzasz miło czas. Skubaniec. Jakby nie mogło być na odwrót.
Ze spojrzeniem zdechłej ryby

Autorka.
ps. Dzisiaj bawię się formą jak widać

piątek, 26 czerwca 2015

Ahoy!


Dzisiejszo-wczorajsza notka poprzeprowadzkowa będzie krótka (WYBACZCIE!), ponieważ mój komupter to dziwka i daje dupy każdemu wirusowi. Wiecie jak to jest...
Jestem jak matka, która pilnuje swojej ukochanej córusi by nie dawała na prawo i lewo, potem dowiaduje się że ma jakiś syf od paru miesięcy i nie jest w stanie nic z tym zrobić bo jest już (muzyka grozy) ZA PÓŹNO. I tak jak matka tak i ja próbowałam, działałam, tłumaczyłam i nic. DALEJ TO CHOLERSTWO JEST!
Ogólnie jestem znana ze słabych nerwów więc sobie wyobraźcie sobie moją żyłkę pulsującą tuż nad moimi kochanymi oczodołami. Moją ostatecznością jest pójście do dobrego informatyka na którego obecnie mnie nie stać. Ahhh - bycie biednym. AHHH - problemy pierwszego świata. Gdzieś tam być może ukradli moje dane osobowe. Echhh. Okropność. Albo kamerka działa i ktoś widzi ten ryjek mój. No nic WALCZĘ DALEJ - MATKA NIGDY SIĘ NIE PODDAJE
Tak z innej beczki. Takiej niewirusowej.
Gdzieś zasłyszałam że ten blog jest "pesymistyczny", być może jest. Na początku zrobiło się trochę przykro - w końcu kto normalny chce pesymistyczne brednie czytać? Po przemyśleniu stwierdzam uroczyście że :
1. Niby czego można sensownego spodziewać po spojrzeniu zdechłej ryby? Hm? Jakieś pomysły?
2. W ramach pozytywnego akcentu mogę wstawiać to  (: albo to :) może też to :D w zdaniach, np:. "Ludzie to chuje :D ", albo " Gdy śnią nam się zdechłe ryby może to oznaczać nadchodzące cierpienie albo duże zmartwienie. Wcale wam tego nie życzę :) "

Mogę też napisać wesołą minkę w optymistycznym pożegnaniu, które zachęci was do zaglądania do mojego bloga częściej!
Zapraszam was - ja, ruda osoba o wiecznym spojrzeniu zdechłej ryby! :D

czwartek, 25 czerwca 2015

DZISIAJ NOTKI NIE BĘDZIE - BĘDZIE PRZEPROWADZKA.

Napiszę może coś długiego po tym całym zamieszaniu.

niedziela, 21 czerwca 2015

Hello

Dzisiaj moja notka będzie o tym jak trudno podjąć jakąś decyzję.

TAK. MUSZĘ JAKĄŚ PODJĄĆ.
 OWSZEM. NIE WIEM CO ZROBIĆ.
 PEWNIE WYBIORĘ ŹLE – ŻYCIE.

No tak kto z was tle razy nie miał? Jest różnica między „Co zjem na obiad” a „Kim będę w przyszłości.” Prawda? Brzmi to  strasznie, czujesz się strasznie, nie możesz spać bo musisz podjąć takie decyzje. Nie wiesz czy to wina wychowania że masz tak nasrane w bani czy to wada naszej generacji. Wiecie do tej pory wszyscy wszystko robili za nas. Nawet nasze kochane smartfony robią wszystko za nas. Trochę to smutne, ze przez co że życie stało się „łatwiejsze” nie potrafimy ( w tym ja ) wykazać odrobinę wysiłku by zawalczyć o swoje. Może to wynika z tego że my nie wiemy co tak naprawdę jest nasze? Nie mówię tutaj o jakimś darmowym bic-macu czy zachcianek materialnych, bo o to nawet nie musimy walczyć, myślę tutaj  o czymś zupełnie GŁĘBSZYM. Każdy ma jakieś głębsze dno w sobie (tak to można określić ? ). Byliście mali marzyliście o tym by być atletą, albo muzykiem. Potem zaś OCH RZECZYWISTOŚĆ. 
I co? Koniec bajki. W sumie tak samo jest zawsze, niby się uczysz na błędach, ale po pewnych próbach poddajesz się bo sam nie wiesz czego dokładnie chcesz. Faceci nie wiedzą że są facetami i takie tam podobne brednie. Najlepszym wyjściem byłby zostać w miejscu – niestety nie można trzeba ruszyć dalej mimo lenistwa. 
Może po prostu jestem leniwa. 
Może nie chce mi się podejmować decyzji. 
Może jestem głupią krową. 
Może mam pecha. 
Może marudzę zwyczajnie w świecie.
Może nie. 
Sama tego nie wiem. Ale i tak podejmę decyzję, bo tak wymusza na mnie świat dorosłych. Głupi ten świat. Ta, ta trzeba iść dalej mimo wszystko. Trzeba sie rozwijać i inne brednie. Problem w tym że zwyczajnie nie mam ochoty.


TRYB OCZU ZDECHŁEJ RYBY – WŁĄCZONY!

( nadal jaram się tym słoneczkiem i widoczkami i tym że jest ciepło!)


wtorek, 16 czerwca 2015

To moja 12 notka. SZOK, NIEDOWIERZANIE
Podejrzewam że ten blog do najlepszych nie należy, ale prowadząc go daje mi on chwilę wytchnienia od rzeczywistości. Być może treści nie są górnolotne – każdy kiedyś zaczynał zrozumcie. Co zauważyłam do tej pory na tym blogu. Że bardzo lubię używać określenie „w sumie”, może zmienię je na np. „bez kwestii” , „pokrótce”, „bez dwóch zdań”, albo „reasumując”. Takie mądre powiedzonka. Można też powiedzieć (napisać) „konkludując” co osobiście bardzo mnie śmieszy ( w sensie słowo ). Dużo jest słów w języku polskim co mnie bawi kiedy usłyszę. Podam tutaj kilka przykładów, oto one.

RANKING ŚMIESZNYCH SŁÓW WEDŁÓG ZDECHŁEJ :
     5. ŁOŚ – mało liter a bawi
     4.BUDYŃ – kiedy słyszysz to słowo czujesz tą konsystencję i ogólnie to słowo jest kwintesencją        tego co oznacza
     3.HIPOPOTAM – dużo „p” i „h” działa śmiesznie
     2.KOPARKA – no nie wiem. Jest śmieszne samo w sobie.
            I UWAGA MÓJ FAWORYT
     1.KORNISZON – kiedy to usłyszę po prostu beka w środku w sobie. Słowo tak zabawne samo w        sobie że hoho.

Nie wierzę że wy nie macie takiego słowa co was bawi. Ja mam pełno a wyłoniłam te, które najczęściej sprawiają mi małą uciechę w tej szarej rzeczywistości. Chyba, że to ja jestem tutaj ta dziwna( pewnie tak jest). Bo w życiu trzeba się uśmiechać. Czasem nawet zdarzy się to zdechłej rybie. Kurczę ostatnio miewam lepszy humor. Ciekawe jak długo to potrwa.... HMMM...

 SZOK, NIEDOWIERZANIE! :o

niedziela, 14 czerwca 2015

OHAYO !
Dzisiaj potruje dupę krótko. Otóż opowiem wam o czymś co jest tam mało ważne, że zamkniecie tą kartę/przeglądarkę. No cóż… Trudno.
Wiecie kiedy wstajecie z łóżka i myślicie „o nie znowu”. To ja tak mam często, ale nie dziś. 

Wiecie dlaczego? 

Bo kiedy wstałam rano, mimo tego że było w chuj gorąco – świeciło pięknie słoneczko. Będąc na mieście i patrząc na ulice ( ogólnie dzisiaj była parada we Wrocławiu jakaś  - rowerki jeździły i była orkiestra! No pięknie) i widząc ludzi na rowerach/deskach poczułam pierwszy raz jakaś pozytywną energię. Może to Słoneczko pozwoliło mi wyprodukować więcej witaminy D. Spacerki są super. Polecam.
Po raz pierwszy chyba miałam żywsze spojrzenie niż zdechłej rybki. 

Dzisiaj też jest dzień muzyki. Dzisiaj jest dzień Natalii Przybysz.


Idę spać. Obudzę się, kiedy dorosnę.

wtorek, 9 czerwca 2015

 Aloha.
Dzisiaj będzie o stawianiu sobie nowych celów. Otóż kupiłam sobie deskę do jeżdżenia. TAK, TAKA OFIARA KUPIŁA SOBIE COŚ NA CZYM PEWNIE SIĘ ZABIJE.
Pytanie dlaczego to zrobiłam?
W sumie nie wiem. Może pociągała mnie chęć zaryzykowania? Może przełamania złej passy? Znalezienia nowego hobby? Marzenia z dzieciństwa? Kiedyś chciałam być damskim odpowiednikiem Tonego Hawk’a (nie wiem jak to zapisać czy jak to odmienić sorrki, poległam na tym) to było w czasach kiedy paczką kupowaliśmy rożki za 1,15 zł kiedy były oranżady za 50 grociszów czy coś takiego podobnego. To były czasy kiedy ograniczała nas własna wyobraźnia. Potem wyrosłam z tych rzeczy. Matura, studia itp., itd. Nagle BAM! Studia przerwane radź sobie sam, znajdź pracę. Od 3 miesięcy nic tylko praca-sen-jedzenie-praca-sen-jedzenie – nie mówię tu o korpo, ale o każdej pracy. Każda nielubiana praca zabija nas od środka. Serio jest jak choroba – sraczka. Wracajac do tematu nagle pewnego wolnego dnia naszła mnie myśl. 
Zrób coś nieszablonowego, nigdy nie lubiłaś nudy, seriale choć są ważne to nie wszystko. Przeszło na drugi dzień. Potem tydzień później. Ej a co jeśli kupie sobie deskorolkę/deskę ? W sumie trochę to głupie kupić sobie deskorolkę skoro nie umiem na niej jeździć ( były co prawda kiedyś sensowne próby ale praktycznie trzeba się wszystkiego od nowa nauczyć tak dawno to było ), aleeee przecież jak nie teraz to kiedy. Potem znowu odkładanie na później, a bo to trzeba kupić, a to cos tam. Chce sobie sukienkę kupić, a tu co innego. I znowu powróciła uparta Ruda (alter ego) „Kurwa jak zawsze tylko gadasz i nic z tym nie robisz – typowe dla Ciebie”. 
OOOO nie! Koniec z tym, koniec z wymówkami. I tak oto zakupiłam sobie deskorolkę w sumie to longboard’a. Jest to długa deska dzięki której będę mogła jeździć sobie po mieście i po  górskich drogach asfaltowych czy coś. Jest to jedna z niewielu ostatnich rzeczy z których mogę być dumna, a ten krok (kupno deski – coś z jednej strony tak absurdalnego a z drugiej zupełnie normalnego) mam nadzieje że  popchnie mnie do dalszych działań. 
Ludzie boją się ryzyka. Ja się boję ryzyka. Czas z tym skończyć. A to jest pierwszy podpunkt do realizacji tego planu.


P.s. po obejrzeniu tego filmiku na youtube zakochałam się w longboardzie. Mam nadzieje że też tak kiedyś będę jeździła. Looknijcie ! A jeszcze ta piosenka sielankowość. Przyznam się że daje nowe akapity losowo. Jakoś tak szybciej.


wtorek, 2 czerwca 2015

Ahoj!
Dzisiejsza notka będzie o podludziach. Kim jest podludz w XXI wieku?
Oto krótka charakterystyka podludzia:
           1.       Jego płąca wynosi 7-9 złotych na godzinę 
           2.       Jest często poniżany przez innych
           3.       Nigdy nie ma racji
           4.       Nie wie co to jest gorszy dzień 
           5.       Nie może narzekać, przecież ma tak bardzo opłacalną pracę!
           6.       Jak dostaniesz „TIPSY” to masz całować po rękach za to że ktoś okazał łaskę
      Tak mówie tutaj o byciu kelnerką. Nie mówie ze każdy klient przychodzący do twojej restauracji jest prostakiem i chamem, są też tacy mili którzy rozumieją na czym to wszystkim polega albo po prostu tez są ludźmi. Specyficzna realcja miedzy kilentem a obsługą jest trudna do zdefiniowania dla mnie.  Z jednej strony ja jako kelnerka obsługuję doradzam jakieś jedzonko a klient zadowolony z obsługi wcina i  chwali. ALE często w pracy spotkam się z zupełnie czymś innym. Wchodzi koleś (20-30 lat, piękny garniaczek, okularki stylowe i wgl elegancja Fracnja och ach) siada podchodzę pięknie pytam się czy coś doradzić itp. Koleś odpowiada z wielką łaską (mina typu – w sumie nie wiem co chciałbym zjeść ale zarabiam około 4 koła na miesiąc więc jesteś dla mnie kimś pokroju robaka więc Cię pomęczę bo i tak masz gównianą pracę w ogóle to co masz na sobie wygląda jakby ktoś wyrzygał)  „Poproszę ale mam specjalne wymagania i nie wiem czy pani je spełni. PROSZĘ ZAWOŁAĆ SZEFA”. Klient nasz pan, potem taki delikwent rozmawia o tym swoim zajebistym życiu i w ogóle jaki to on jest zajebisty. Może przemawia przeze mnie zazdrość o to że mam faktycznie troszeczkę gównianą pracę, ale nie znoszę kiedy ktoś traktuje drugiego człowieka jak robaka. 
      Następna sytuacja: wchodzi klient widać zły dzień w pracy, żona mu nie dała czy coś człowiek bez kija by nie podszedł. Od progu słyszysz jaka to obsługa jest beznadziejna, jak klnie że napisze w internecie o tej beznadziejnej restauracji MIMO że koleś jest od 5 minut i nawet nie zdążyłaś powiedzieć dzień dobry, bo przyjmowałaś zamówienie od innego klienta. W ogóle oczekiwania w stosunku do kelnerki jest bardzo wysokie w porównaniu do ceny za jaką pracuje. Ludzie dostają nagle jakiegoś pierdolca kiedy czują większą władzę( może nie władzę, a możliwości że TO ja mówię TUTAJ czego chce), najgorzej mają wszyscy Ci malutcy którzy pracują bo muszą. Może nawet chcą. 
      Nie mówię że bycie kelnerką to coś złego, ale na BOGA ludzie to tylko ludzie. Czemu o tym wszyscy zapominają? Czemu przychodzą tylko dla sportu by poznęcać się nad innymi? 
      Echhh… Niesprawiedliwość, ale takie jest życie nie? Ale może chociaż Ty jak to przeczytasz zastanowisz się nad tym idąc do jakieś knajpy czy coś i będziesz ciut bardziej wyrozumiały. 

      Kelnerka to też człowiek.
   p.s. Jakoś czasem trzeba się wyrzygać ze swoim wkurwem, nawet tutaj w internetach. :v

poniedziałek, 25 maja 2015

Siemson Ludziska!

Zaczynam pisać tą notkę po raz setny i nadal nie wiem o czym chce wam dzisiaj przekazać. W sumie czy to ważne? Mam dwadzieścia lat i tak naprawdę nie wiem nic praktycznego o życiu. Wiem, że nie ładnie jest przeklinać publicznie, żeby myć zęby po każdym posiłku, że nie wolno mówić komuś prosto w twarz że jesteś gruby/głupi/zjebany. Ale co tak naprawdę się liczy? Czy rodzina? Czy cele? Marzenia? Miłość? Przyjaźń? 
Niby banalne pytanie, ale jaka jest prawidłowa odpowiedź? Co da nam całkowite szczęście o ile w ogóle można osiągnąć. Przez filmy, książki, wyidealizowane życie „movie star” dążymy do ideałów. Chcemy być wyidealizowani. Dążę do czegoś co w sumie nie jest osiągalne. Teraz pytanie czy tylko ja tak mam czy całe nasze pokolenie? Jak wstajesz co sobie pierwsze myślisz? Moją pierwszą myślą jest po prostu „co dalej?”. Nie wiem czy jestem w takim miejscu w swoim życiu że boję się podejmować jakąkolwiek decyzję bo wiem że i tak będzie źle. Nie wiem czy to ten kraj nasze społeczeństwo tworzy które od najmłodszych lat ma wpajane że musi mieć idealną przyszłość, czy to jakieś inne chujostwo. 

Kto to wie? Boję się bo tak naprawdę nic nie wiem. Taka stara a pierdoły pisze. 

Wiadomka, dzieciństwo się skończyło, ale czy społeczeństwo musi tak przypieprzać Ci rozgrzaną cegłą w twarz. Oczywiście mogę wszystko sprawdzić w internecie. Magiczne pytania. „Nie wiem czy dalej mnie kocha”. Zapytam w internecie. „Jak wybrać studia?” Zapytam internet. „Co zrobić gdy jestem na środku lasu i nie wiem jak dojść do domu?”. Zapytam w interecie. Kto pyta nie błądzi, ale czy przez to musimy wyłączyć zdolność do podejmowania decyzji. Czy w dobie całej technologii nie musimy wiedzieć nic tak naprawdę? Bo w każdej chwili można sprawdzić w google? Hmmm? Nie wiem, nie mam pojęcia szczerze. 


ZAPYTAM.


p.s. chyba coś mi nie wyszło w tej notce, ale jebać. 

wtorek, 19 maja 2015

Kącik filmowy. „Zrywa się wiatr”

Stwierdziłam że od czasu do czasu jak obejrzę jakiś film to o nim opowiem tutaj, na tym blogu. Więc zaczynamy… 
Film który miałam okazje ostatnio obejrzeć to film animowany ( konkretnie anime ) „Zrywa się wiatr”, opowiada on o mężczyźnie nijakim Jiro który pragnie zostać konstruktorem samolotów. Ogólnie był kiedyś ktoś tak jak naz bohater bo film jest połowicznie ( nie wszystkie fakty się zgadzają ) biograficzny, trochę też w nim dramatu. Ogólnie cenie sobie reżysera Miyazakiego szczególnie za „Latający zamek Hauru” o którym pewnie wspomnę później bo jest przekurwazajebisty! W mojej ocenie anime jest bardzo w sumie to nie bez powodu był nominowany do Oskara w 2014 roku.
Widzimy na ekranie wcale nie tak kolorową historię naszego bohatera.  Widzimy jego wzloty, upadki, cierpienie, jego pierwszą miłość. To co najbardziej mnie urzekło w tym filmie to bardzo piękne mieszanie się rzeczywistości ze snem… W sumie bardziej określiłabym to jako sny na jawie naszego bohatera. Te momenty dodają według mnie aurę magiczności(?) tak bym to określiła. Nagle w jednym momencie z wagonu pociągu znajdujemy się w krainie snów gdzie pokazane nam są marzenia. Dzięki takim momentom film wydaje się mniej ciężki pod wpływem zwykłego śmiertelnego życia ma w sobie urok (w sumie jak większość filmów ze studia Ghibi). Ogolądajać „Zrywa się wiatr” dajemy się wciągnąć całkowicie, wsiąkamy wręcz w ten film. 
Reżyser zawsze ukazywał historie w sposób dość nietypowy. Wątek miłosny jest przedstawiony w taki sposób, ze nawet spacer pod parasolką wydaje się być czymś szczególnym. Chodzi mi o to że nie widzimy wielkiej miłości która jest w stanie przesunąć góry, widzimy miłość która wymaga poświęcenia, która boli, która szybko przemija. Miłość w wydaniu naszego pana reżysera jest okrutnie rzeczywista, ale piękna w swoich małych momentach.
Dużo czytałam głosów że reżyserowi nagle coś odbiło, bo przecież był megapacyfistą a nagle robi film w którym koleś robi samoloty do drugiej wojny. Że przeczy sam swoim przekonaniom, jakoby tak nagle promował wojne, ponieważ nie widać żadnego akcetu przeciw wojnie czy coś takiego. Tylko, że zapominają o faktach, uczuciach które towarzyszyły ówczesnym Japończykom, nikt przecież nigdy nie powie że walczy po złej stronie. Każdy po drugiej wojnie ma za uszami, nikt nie jest bez winy. Każda strona niosła ze sobą śmierć.  Zresztą film jest o dążeniu do celów, do spełnienia marzeń. Chociaż w moim odbiorze film ma w sobie elementy pacyfizmu, potępia wojnę (ostatnia scena rozmowy „mentora” z bohaterem). No to by było na tyle, to NIE jest recenzja. To jest tylko to co myślę o danym filmie. Nie jestem przecież żadnym dziennikarzem żeby oceniać profesjonalnie filmy. Ale powiem jedno – obejrzyjcie „Zrywa się wiatr” i zatopcie się w tym świecie, czasem będziecie ryczeć, a czasem uśmiechniecie się pod noskiem. Pomysł przedstawienia biografii jako animacji odejmuje trochę autentyczności ale zyskuje o wiele więcej. 
Co? Przekonajcie się sami.


p.s. Coś za długie mi to wszyło. Pewnie lanie wody wyszło. PECH :v

piątek, 15 maja 2015

Dzisiaj będzie krótki tekst o frustracji.
Ja pierdole.
Czasami te dwa słowa wystarczą aby wyrazić cały gniew i złość wyrazić.
Dwa małe słowa, a tyle dają ulgi.

Dziękuję języku polski. 

poniedziałek, 4 maja 2015

No witam!


Jak po majówce? Bo ja dopiero teraz zaczynam się relaksować. Wszyscy ludzie poszli do pracy, zaś ja wzięłam wolne. Taka cwana jestem! Bo w główce trzeba mieć! Ogólnie, to była najgorsza moja majówka do tej pory. Nie przez co że pracowałam, tylko ludzie potrafią być okropni i bardzo nieuprzejmi. No cóż… Tak już jest i tego głupiego gatunku nie zmienię. ECH… Coraz więcej mam wyświetleń, nie wiem czy to ja przez przypadek sama nabijam, czy faktycznie ktoś to czyta. Hmmm... Nie ważne.
Ostatnio zastanawiałam się co mają w sobie blogi, że przyciągają do siebie praktycznie każdego. Każdy nowoczesny człowiek myśli przynajmniej o prowadzeniu bloga (chyba?). Cały myk w prowadzeniu /pisaniu bloga wywodzi się z tego że może to robić praktycznie każdy. Następną rzeczą (na którą sama się złapałam) jest twierdzenie że te nasze wypociny ktoś przeczyta. W trakcie kiedy nacisnę ikonkę, która sprawi że ta notka powędruje na bloga jednocześnie dając szanse na to że każdy na świecie może ją przeczytać ( tak jak teraz Ty to robisz). Dzięki odsłonom mam troszkę większą motywację, że te pierdy ktoś czyta i mogę produkować więcej? Jakoś tak ten mechanizm PSYCHOLOGICZNY działa, nie? 
Dodatkowo blogi mają możliwość zostawiania komentarzy, co podobno ma mi potwierdzić że ktoś to czyta jak i wy czytelnicy, że możecie zostawić swoje zdanie. 
Zdaję sobie sprawę że znaczna część blogów jako swoich czytelników mają swoje rodziny, przyjaciół, ale to wydaje się wystarczające, niż gdyby nikt w ogóle tego nie czytał. W sumie to daje nam to do myślenia, że mimo wszystko fajnie jak ktoś ocenia Twoja pracę i nadaje jej jakieś większe znaczenie. Pewnie blogi mają wiele pozytywnych cech jak i tych negatywnych, ale o tych jeszcze się nie dowiedziałam. Ohooo… Ale dziś elokwentna jestem. Uhuuu… Z tej okazji rybka!

piątek, 1 maja 2015



Tak miłej zabawy podczas picia i grillowania!
Ja pracuje.
Miele hajsy.
Yo!

niedziela, 26 kwietnia 2015

Obecna!

Niestety ciągła praca nie sprzyja pisaniu notek tak często jakbym chciała. Soreczki Mordeczki! Planowałam wyjechać sobie na Pyrkon do Poznania, ale niestety moje rude zakręcenie wkroczyło do akcji przez co pojechałam tam tydzień wcześniej. Serio, gdyby nie to że współlokatorzy mojego noclegu zostali  mieszkaniu musiałabym spać na centralnym. ACHHH TE SPONTANICZNE WYCIECZKI. Także  w ostatecznym rozrachunku nie spotkałam moich ulubionych komiksiarzy (autorów komiksów), nie zobaczyłam jak ludzie przebierają się w Cosplay’e (szkoda niektórzy w ogóle nie potrafią się przebrać przez co ich wygląd jest przekomiczny!!! :D :D :D :D ) i inne takie co miałam się dopiero dowiedzieć zobaczyć. Czy widziałam coś innego w Poznaniu? Owszem. Rynek jak rynek nic szczególnego.

Chociaż… Nie mam pojęcia czy to była jednorazowa sytuacja czy tak się po prostu dzieje przy większym ruchu, ale czemu na rynku nikt nie sprząta po konikach?:o  Rynek taki ładny, a KUPY są. Jest akcja „sprzątaj po swoim psie!’ to czemu nie ma akcji „ Sprzątajcie po konikach na rynku!”.  Następna sprawa jaka spotkała mnie na rynku. Pikieta? Protest? Nie wiem jak to nazwać, ale mało rozgarnięta para wykrzykiwała hasła o aborcji i o tym aby nie głosować na Komorowskiego. (spojrzenie zdechłej ryby) PO CO? Już nie wnikam czy aborcja jest zła czy dobra, czy pan prezydent jest idealnym kandydatem czy też nie. W sumie powątpiewam czy w naszym kraju jest ktokolwiek idealny na tego typu stanowisko, bo my Polacy już tam mamy że zawsze znajdziemy coś co nam w innych nie pasuje. Ogólnie mamy wybujałe troszeczkę ego, może to przez naszą historię tego nie wiem.  Nie rozumiem tej dwójki która wykrzykiwała hasła w niedzielne popołudnie. Wiadomo człowiek może wszystko jeśli się uprze. Doniosłe idee, walka o cudze życie, wielkie hasła, obrażanie w dobrej sprawie, okej. Tylko stoją sobie przywiązani do jakiej fontanny, wykrzykując wielkie doniosłe hasła. 

A tłum? Ignoruje w tym ja. Dlaczego? Bo mamy dosyć już protestów? Bo może jesteśmy zbyt wygodni by reagować?  A może nas to kompletnie nie interesuje? W moim przypadku po prostu przekaz był zbyt męczący dla odbiorcy, dla nich pewnie też ( wiecie niedziela południe słońce świeci trochę gorąco). Może dlatego że mam to trochę w dupie te całe wybory i ustawy jakie wchodzą w życie. OCH ALE DLACZEGO! JESTEŚ PRZECIEŻ POLKĄ POWINNAŚ SIĘ INTERESOWAĆ CZY COŚ SIĘ DZIEJE. Taaa…. Jak ktoś da mi pewność że to co uważamy jako naród ( :v ) ktokolwiek z „góry” posłucha i się nad tym porządnie zastanowi i wprowadzi zmiany to coś może zacznę działać. Wiele razy byłam świadkiem kiedy grupa wykrzykiwała swoje racje, a góra po prostu zignorowała, ponieważ tak.  Niestety, jak to w Polsce każdy patrzy tylko dla siebie, nawet przez pryzmat charytatywności ( och ja tak dużo dałam na WOŚP w tym roku, ooo a ty nic? CO Z CIEBIE ZA CZŁOWIEK! Tacy jak ty powinni UMRZEĆ!). Także witaj rzeczywistość ! Wolę zajmować się swoim ogródkiem, niż mieszać się w te polityczne sprawy bo one sensu nie mają. Czy przez te wszystkie wybory coś się zmieniło oprócz tego ze jesteśmy w Unii Europejskiej?  W sensie że narzekamy mniej i te inne sprawy. Chyba nie. Ja  w takim bądź razie nie zauważyłam.

Bełkot bełkotem ale moje zdanie na temat jest bardzo pozytywne. Podsumowując Poznań to bardzo specyficzne miasto, ale podoba mi się. Ma swój klimat, który Wrocław nie ma (i  na odwrót). Także w przyszłym roku może się zobaczymy w Poznaniu!
ps. sranie w banie.

piątek, 10 kwietnia 2015

Ustalanie avatara tego bloga i inne bzdety które i tak nie są godne uwagi.


  Długi tytuł na mój drugi wpis. O czym bym  tu dzisiaj wasze dupska (oczy) zanudzić. Po świątecznych zawirowaniach… Wiem życzeń nie złożyłam, gdyż nie jestem z wami na tyle blisko by to robić. Nie szczere życzenia są passé, a ja chcę być szczera z wami (moimi 40 wejściami na stronę) – doceńcie to :D Piątki potrafią być intensywne i wciągające jak kisiel, zapewne jakiś malinowy lub wiśniowy. Co ja piszę! Dzisiaj o piątku pisać nie będę, chciałam poruszyć temat studiowania (raczej jego brak) ale na to jeszcze o wiele za wcześnie dla was moje misiaczki.
  Dzisiaj będę lała wodę, a wy będziecie widzieć że to nie tak zwykłe lanie wody na jakie wygląda upatrując się jednocześnie przy tym mojego wielkiego geniuszu. Ba, przecież każda normalna (bądź i nie normalna) osoba uważa siebie za lepszego, wiec dlaczego ja nie mogę? Ostatnio nasze zachowanie w społeczeństwie osiągnęło APOGEUM .Wydaje mi się że możemy wszystko, wszystkim. Bo przecież skoro ona może to czemu ja nie mogę, a skoro ja mogę to czemu akurat oni nie mogą. Moim prawem jest moje „mojestwo”, ponieważ jestem lepszy od mojego znajomego siostry, który ma przyjaciółkę, a ta przyjaciółka ma chłopka i ten chłopak ma matkę, a ona brata który ma szefa i jemu pozwolono.
  „Ale ja właśnie ku*rwa mogę i ch*ja mi zrobisz” powiedziała do mnie dwunastolatka (nazwijmy ją Anastazja) tramwaju, gdy zwróciłam uwagę aby zaprzestała krzyków na cały wagon. Pasażerowie nic nie zareagowali, bo przecież nasza kochana Anastazja wygląda jakby miała wydłubać Ci oczy, wyciągnąć krtań, zjeść twoje wnętrzności, taaa dzieci (nastolatki?) są takie straszne. Niestety ja nie byłam na tyle cierpliwa i dość prostym językiem zauważyłam, że ja również MOGĘ. Niestety Anastazja szybko uciekła cała czerwona z miejsca zbrodni zanim zdarzyłam powiedzieć do końca dlaczego ja MOGĘ. W tym momencie myślałam że to spuścizna wśród młodych ludzi po YOLO. Skoro żyjemy raz to mamy prawa MÓC więcej niż inni, logiczne nie?  OTÓŻ NIE. To idzie w drugą stronę!Wielkie oburzenie wykazała pani w podeszłym wieku gdy zwrócono jej uwagę o zaprzestanie palenia papierosów …..uwaga……  w wagonie pociągowym, mimo tego że widniał zakaz palenia. Argumenty jej był podobny do naszej Anastazji, ona MOŻE (zakaz wisi dla picu). Widać że nie tylko osoby młodsze dostają pierdolca, starsze też.
  Ale skąd się to bierze? Skąd się bierze pewność że możemy więcej od innych? Gdzie zachować umiar? Dlaczego to jest takie trudne? Zastanawiając się nad tym jakże arcyważnym problemem stwierdzam ludzki debilizm, który objawia się ignorancją  naszych najgorszych cech charakterów.       Każdy ma w sobie małego kurwika który sprawia że innym żyje się gorzej. Oczywiście problem który tutaj poruszyłam jest dość zagmatwany, ale nie jestem psychologiem (psycholożką – jak to pretensjonalnie brzmi) aby rozpatrywać to na różnych płaszczyznach. Chodzi mi tylko o to, żebyś pomyślał zanim pluniesz komuś na buta „niechcący” czy kogoś potrącisz biegnąć na pociąg nie mówiąc posranego „SORRY!” (koleś kiedyś Cię znajdę moja walizka nadal jest zepsuta i siniaki miałam przez 2 tygodnie!). Włącz myślenie, wyłącz chamstwo. Uwierz mi, to też MOŻESZ. Pamiętaj że MOŻESZ zwrócić uwagę, to Cię nie zabije, (Chyba że to jakiś drechol to cóż ryzyk-fizyk argumenty są i tak po Twojej stronie.)
Kończę ten jakże arcyważny wpis. 


Ps. Nie twierdzę że każda dwunastoletnia Anastazja jest zła!
Ps. Avatar będzie wieczorem jakby to kogoś interesowało. Zgubiłam myszkę od laptopa. Tak wiem. LOGICZNE. :v

środa, 1 kwietnia 2015

Ahoj! 

To mój pierwszy post na tym blogu ( może i ostatni nie wiadomo). Ogólnie jak ktoś coś zaczyna czy coś to się przedstawia, więc…. Jestem Karolina, Ruda i mam obecnie  20 lat i 4 dni. W sumie śmiesznie (a może celowo! BO MOŻE TO JEST JEDEN WIELKI ŻART KTÓRY WCALE NIE JEST ŚMIESZNY BO CO W TYM ŚMIESZNEGO????) się złożyło, iż dzisiaj pojawił się mój pierwszy post. Ten blog będzie o czymś a zarazem o niczym, czyli takie jak wszystkie blogi które spotkałeś po swej internetowej drodze. Pozostaje mieć nadzieję że moje przyszłe wypociny zainteresują was na tyle że będziecie chcieli je czytać. Chwila niepotrzebnej gatki, bla bla bla bla  – czas na konkrety.

Dlaczego założyłam tego bloga? Hmmmmmmmm….. Dla siebie, bo tak, nie ma w sumie konkretnej odpowiedzi. Coś się w głowie pojawiło coś się rozwijało i tak po kilku miesiącach TRACH się tu coś pojawiło.

Dlaczego taka nazwa? Z życia. Dzięki potencjalnemu pracodawcy, który stwierdził że właśnie takie spojrzenie mam. W efekcie nie zostałam tam zatrudniona, ale znalazłam nazwę dla tego stworu co nazywa się blogiem. ( Nie wiem czy nazwa chwytliwa. I don’t care.)

Ogólnie jestem typem który lubi lubię bluzgać, ale specjalnie dla was będę to ograniczać… Wiecie, trzeba być kulturalnym.  Na koniec na usprawiedliwienie tak krótkiej notki (początki są zawsze wychodzą mi tragicznie). Narysuję, czy tam namaluję dla was obrazek w paintcie. 
KURCZĘ, JEDNAK DODANIE SWOJEGO PIERWSZEGO POSTU TAK NIE BOLI JAK SIĘ WYDAJE. 
Pozdrawia ruda autorka blogu!