poniedziałek, 25 maja 2015

Siemson Ludziska!

Zaczynam pisać tą notkę po raz setny i nadal nie wiem o czym chce wam dzisiaj przekazać. W sumie czy to ważne? Mam dwadzieścia lat i tak naprawdę nie wiem nic praktycznego o życiu. Wiem, że nie ładnie jest przeklinać publicznie, żeby myć zęby po każdym posiłku, że nie wolno mówić komuś prosto w twarz że jesteś gruby/głupi/zjebany. Ale co tak naprawdę się liczy? Czy rodzina? Czy cele? Marzenia? Miłość? Przyjaźń? 
Niby banalne pytanie, ale jaka jest prawidłowa odpowiedź? Co da nam całkowite szczęście o ile w ogóle można osiągnąć. Przez filmy, książki, wyidealizowane życie „movie star” dążymy do ideałów. Chcemy być wyidealizowani. Dążę do czegoś co w sumie nie jest osiągalne. Teraz pytanie czy tylko ja tak mam czy całe nasze pokolenie? Jak wstajesz co sobie pierwsze myślisz? Moją pierwszą myślą jest po prostu „co dalej?”. Nie wiem czy jestem w takim miejscu w swoim życiu że boję się podejmować jakąkolwiek decyzję bo wiem że i tak będzie źle. Nie wiem czy to ten kraj nasze społeczeństwo tworzy które od najmłodszych lat ma wpajane że musi mieć idealną przyszłość, czy to jakieś inne chujostwo. 

Kto to wie? Boję się bo tak naprawdę nic nie wiem. Taka stara a pierdoły pisze. 

Wiadomka, dzieciństwo się skończyło, ale czy społeczeństwo musi tak przypieprzać Ci rozgrzaną cegłą w twarz. Oczywiście mogę wszystko sprawdzić w internecie. Magiczne pytania. „Nie wiem czy dalej mnie kocha”. Zapytam w internecie. „Jak wybrać studia?” Zapytam internet. „Co zrobić gdy jestem na środku lasu i nie wiem jak dojść do domu?”. Zapytam w interecie. Kto pyta nie błądzi, ale czy przez to musimy wyłączyć zdolność do podejmowania decyzji. Czy w dobie całej technologii nie musimy wiedzieć nic tak naprawdę? Bo w każdej chwili można sprawdzić w google? Hmmm? Nie wiem, nie mam pojęcia szczerze. 


ZAPYTAM.


p.s. chyba coś mi nie wyszło w tej notce, ale jebać. 

wtorek, 19 maja 2015

Kącik filmowy. „Zrywa się wiatr”

Stwierdziłam że od czasu do czasu jak obejrzę jakiś film to o nim opowiem tutaj, na tym blogu. Więc zaczynamy… 
Film który miałam okazje ostatnio obejrzeć to film animowany ( konkretnie anime ) „Zrywa się wiatr”, opowiada on o mężczyźnie nijakim Jiro który pragnie zostać konstruktorem samolotów. Ogólnie był kiedyś ktoś tak jak naz bohater bo film jest połowicznie ( nie wszystkie fakty się zgadzają ) biograficzny, trochę też w nim dramatu. Ogólnie cenie sobie reżysera Miyazakiego szczególnie za „Latający zamek Hauru” o którym pewnie wspomnę później bo jest przekurwazajebisty! W mojej ocenie anime jest bardzo w sumie to nie bez powodu był nominowany do Oskara w 2014 roku.
Widzimy na ekranie wcale nie tak kolorową historię naszego bohatera.  Widzimy jego wzloty, upadki, cierpienie, jego pierwszą miłość. To co najbardziej mnie urzekło w tym filmie to bardzo piękne mieszanie się rzeczywistości ze snem… W sumie bardziej określiłabym to jako sny na jawie naszego bohatera. Te momenty dodają według mnie aurę magiczności(?) tak bym to określiła. Nagle w jednym momencie z wagonu pociągu znajdujemy się w krainie snów gdzie pokazane nam są marzenia. Dzięki takim momentom film wydaje się mniej ciężki pod wpływem zwykłego śmiertelnego życia ma w sobie urok (w sumie jak większość filmów ze studia Ghibi). Ogolądajać „Zrywa się wiatr” dajemy się wciągnąć całkowicie, wsiąkamy wręcz w ten film. 
Reżyser zawsze ukazywał historie w sposób dość nietypowy. Wątek miłosny jest przedstawiony w taki sposób, ze nawet spacer pod parasolką wydaje się być czymś szczególnym. Chodzi mi o to że nie widzimy wielkiej miłości która jest w stanie przesunąć góry, widzimy miłość która wymaga poświęcenia, która boli, która szybko przemija. Miłość w wydaniu naszego pana reżysera jest okrutnie rzeczywista, ale piękna w swoich małych momentach.
Dużo czytałam głosów że reżyserowi nagle coś odbiło, bo przecież był megapacyfistą a nagle robi film w którym koleś robi samoloty do drugiej wojny. Że przeczy sam swoim przekonaniom, jakoby tak nagle promował wojne, ponieważ nie widać żadnego akcetu przeciw wojnie czy coś takiego. Tylko, że zapominają o faktach, uczuciach które towarzyszyły ówczesnym Japończykom, nikt przecież nigdy nie powie że walczy po złej stronie. Każdy po drugiej wojnie ma za uszami, nikt nie jest bez winy. Każda strona niosła ze sobą śmierć.  Zresztą film jest o dążeniu do celów, do spełnienia marzeń. Chociaż w moim odbiorze film ma w sobie elementy pacyfizmu, potępia wojnę (ostatnia scena rozmowy „mentora” z bohaterem). No to by było na tyle, to NIE jest recenzja. To jest tylko to co myślę o danym filmie. Nie jestem przecież żadnym dziennikarzem żeby oceniać profesjonalnie filmy. Ale powiem jedno – obejrzyjcie „Zrywa się wiatr” i zatopcie się w tym świecie, czasem będziecie ryczeć, a czasem uśmiechniecie się pod noskiem. Pomysł przedstawienia biografii jako animacji odejmuje trochę autentyczności ale zyskuje o wiele więcej. 
Co? Przekonajcie się sami.


p.s. Coś za długie mi to wszyło. Pewnie lanie wody wyszło. PECH :v

piątek, 15 maja 2015

Dzisiaj będzie krótki tekst o frustracji.
Ja pierdole.
Czasami te dwa słowa wystarczą aby wyrazić cały gniew i złość wyrazić.
Dwa małe słowa, a tyle dają ulgi.

Dziękuję języku polski. 

poniedziałek, 4 maja 2015

No witam!


Jak po majówce? Bo ja dopiero teraz zaczynam się relaksować. Wszyscy ludzie poszli do pracy, zaś ja wzięłam wolne. Taka cwana jestem! Bo w główce trzeba mieć! Ogólnie, to była najgorsza moja majówka do tej pory. Nie przez co że pracowałam, tylko ludzie potrafią być okropni i bardzo nieuprzejmi. No cóż… Tak już jest i tego głupiego gatunku nie zmienię. ECH… Coraz więcej mam wyświetleń, nie wiem czy to ja przez przypadek sama nabijam, czy faktycznie ktoś to czyta. Hmmm... Nie ważne.
Ostatnio zastanawiałam się co mają w sobie blogi, że przyciągają do siebie praktycznie każdego. Każdy nowoczesny człowiek myśli przynajmniej o prowadzeniu bloga (chyba?). Cały myk w prowadzeniu /pisaniu bloga wywodzi się z tego że może to robić praktycznie każdy. Następną rzeczą (na którą sama się złapałam) jest twierdzenie że te nasze wypociny ktoś przeczyta. W trakcie kiedy nacisnę ikonkę, która sprawi że ta notka powędruje na bloga jednocześnie dając szanse na to że każdy na świecie może ją przeczytać ( tak jak teraz Ty to robisz). Dzięki odsłonom mam troszkę większą motywację, że te pierdy ktoś czyta i mogę produkować więcej? Jakoś tak ten mechanizm PSYCHOLOGICZNY działa, nie? 
Dodatkowo blogi mają możliwość zostawiania komentarzy, co podobno ma mi potwierdzić że ktoś to czyta jak i wy czytelnicy, że możecie zostawić swoje zdanie. 
Zdaję sobie sprawę że znaczna część blogów jako swoich czytelników mają swoje rodziny, przyjaciół, ale to wydaje się wystarczające, niż gdyby nikt w ogóle tego nie czytał. W sumie to daje nam to do myślenia, że mimo wszystko fajnie jak ktoś ocenia Twoja pracę i nadaje jej jakieś większe znaczenie. Pewnie blogi mają wiele pozytywnych cech jak i tych negatywnych, ale o tych jeszcze się nie dowiedziałam. Ohooo… Ale dziś elokwentna jestem. Uhuuu… Z tej okazji rybka!

piątek, 1 maja 2015



Tak miłej zabawy podczas picia i grillowania!
Ja pracuje.
Miele hajsy.
Yo!