wtorek, 19 maja 2015

Kącik filmowy. „Zrywa się wiatr”

Stwierdziłam że od czasu do czasu jak obejrzę jakiś film to o nim opowiem tutaj, na tym blogu. Więc zaczynamy… 
Film który miałam okazje ostatnio obejrzeć to film animowany ( konkretnie anime ) „Zrywa się wiatr”, opowiada on o mężczyźnie nijakim Jiro który pragnie zostać konstruktorem samolotów. Ogólnie był kiedyś ktoś tak jak naz bohater bo film jest połowicznie ( nie wszystkie fakty się zgadzają ) biograficzny, trochę też w nim dramatu. Ogólnie cenie sobie reżysera Miyazakiego szczególnie za „Latający zamek Hauru” o którym pewnie wspomnę później bo jest przekurwazajebisty! W mojej ocenie anime jest bardzo w sumie to nie bez powodu był nominowany do Oskara w 2014 roku.
Widzimy na ekranie wcale nie tak kolorową historię naszego bohatera.  Widzimy jego wzloty, upadki, cierpienie, jego pierwszą miłość. To co najbardziej mnie urzekło w tym filmie to bardzo piękne mieszanie się rzeczywistości ze snem… W sumie bardziej określiłabym to jako sny na jawie naszego bohatera. Te momenty dodają według mnie aurę magiczności(?) tak bym to określiła. Nagle w jednym momencie z wagonu pociągu znajdujemy się w krainie snów gdzie pokazane nam są marzenia. Dzięki takim momentom film wydaje się mniej ciężki pod wpływem zwykłego śmiertelnego życia ma w sobie urok (w sumie jak większość filmów ze studia Ghibi). Ogolądajać „Zrywa się wiatr” dajemy się wciągnąć całkowicie, wsiąkamy wręcz w ten film. 
Reżyser zawsze ukazywał historie w sposób dość nietypowy. Wątek miłosny jest przedstawiony w taki sposób, ze nawet spacer pod parasolką wydaje się być czymś szczególnym. Chodzi mi o to że nie widzimy wielkiej miłości która jest w stanie przesunąć góry, widzimy miłość która wymaga poświęcenia, która boli, która szybko przemija. Miłość w wydaniu naszego pana reżysera jest okrutnie rzeczywista, ale piękna w swoich małych momentach.
Dużo czytałam głosów że reżyserowi nagle coś odbiło, bo przecież był megapacyfistą a nagle robi film w którym koleś robi samoloty do drugiej wojny. Że przeczy sam swoim przekonaniom, jakoby tak nagle promował wojne, ponieważ nie widać żadnego akcetu przeciw wojnie czy coś takiego. Tylko, że zapominają o faktach, uczuciach które towarzyszyły ówczesnym Japończykom, nikt przecież nigdy nie powie że walczy po złej stronie. Każdy po drugiej wojnie ma za uszami, nikt nie jest bez winy. Każda strona niosła ze sobą śmierć.  Zresztą film jest o dążeniu do celów, do spełnienia marzeń. Chociaż w moim odbiorze film ma w sobie elementy pacyfizmu, potępia wojnę (ostatnia scena rozmowy „mentora” z bohaterem). No to by było na tyle, to NIE jest recenzja. To jest tylko to co myślę o danym filmie. Nie jestem przecież żadnym dziennikarzem żeby oceniać profesjonalnie filmy. Ale powiem jedno – obejrzyjcie „Zrywa się wiatr” i zatopcie się w tym świecie, czasem będziecie ryczeć, a czasem uśmiechniecie się pod noskiem. Pomysł przedstawienia biografii jako animacji odejmuje trochę autentyczności ale zyskuje o wiele więcej. 
Co? Przekonajcie się sami.


p.s. Coś za długie mi to wszyło. Pewnie lanie wody wyszło. PECH :v

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz