Kącik filmowy. „Zrywa się wiatr”
Stwierdziłam że od czasu do czasu jak obejrzę jakiś film to
o nim opowiem tutaj, na tym blogu. Więc zaczynamy…
Film który miałam okazje
ostatnio obejrzeć to film animowany ( konkretnie anime ) „Zrywa się wiatr”,
opowiada on o mężczyźnie nijakim Jiro który pragnie zostać konstruktorem
samolotów. Ogólnie był kiedyś ktoś tak jak naz bohater bo film jest połowicznie
( nie wszystkie fakty się zgadzają ) biograficzny, trochę też w nim dramatu.
Ogólnie cenie sobie reżysera Miyazakiego szczególnie za „Latający zamek Hauru”
o którym pewnie wspomnę później bo jest przekurwazajebisty! W mojej ocenie
anime jest bardzo w sumie to nie bez powodu był nominowany do Oskara w 2014
roku.
Widzimy na ekranie wcale nie tak kolorową historię naszego bohatera. Widzimy jego wzloty, upadki, cierpienie, jego
pierwszą miłość. To co najbardziej mnie urzekło w tym filmie to bardzo piękne mieszanie
się rzeczywistości ze snem… W sumie bardziej określiłabym to jako sny na jawie
naszego bohatera. Te momenty dodają według mnie aurę magiczności(?) tak bym to
określiła. Nagle w jednym momencie z wagonu pociągu znajdujemy się w krainie
snów gdzie pokazane nam są marzenia. Dzięki takim momentom film wydaje się
mniej ciężki pod wpływem zwykłego śmiertelnego życia ma w sobie urok (w sumie
jak większość filmów ze studia Ghibi). Ogolądajać „Zrywa się wiatr” dajemy się wciągnąć
całkowicie, wsiąkamy wręcz w ten film.
Reżyser zawsze ukazywał historie w
sposób dość nietypowy. Wątek miłosny jest przedstawiony w taki sposób, ze nawet
spacer pod parasolką wydaje się być czymś szczególnym. Chodzi mi o to że nie
widzimy wielkiej miłości która jest w stanie przesunąć góry, widzimy miłość
która wymaga poświęcenia, która boli, która szybko przemija. Miłość w wydaniu
naszego pana reżysera jest okrutnie rzeczywista, ale piękna w swoich małych
momentach.
Dużo czytałam głosów że reżyserowi nagle coś odbiło, bo przecież był
megapacyfistą a nagle robi film w którym koleś robi samoloty do drugiej wojny. Że
przeczy sam swoim przekonaniom, jakoby tak nagle promował wojne, ponieważ nie
widać żadnego akcetu przeciw wojnie czy coś takiego. Tylko, że zapominają o
faktach, uczuciach które towarzyszyły ówczesnym Japończykom, nikt przecież
nigdy nie powie że walczy po złej stronie. Każdy po drugiej wojnie ma za
uszami, nikt nie jest bez winy. Każda strona niosła ze sobą śmierć. Zresztą film jest o dążeniu do celów, do
spełnienia marzeń. Chociaż w moim odbiorze film ma w sobie elementy pacyfizmu,
potępia wojnę (ostatnia scena rozmowy „mentora” z bohaterem). No to by było na
tyle, to NIE jest recenzja. To jest tylko to co myślę o danym filmie. Nie
jestem przecież żadnym dziennikarzem żeby oceniać profesjonalnie filmy. Ale
powiem jedno – obejrzyjcie „Zrywa się wiatr” i zatopcie się w tym świecie,
czasem będziecie ryczeć, a czasem uśmiechniecie się pod noskiem. Pomysł
przedstawienia biografii jako animacji odejmuje trochę autentyczności ale
zyskuje o wiele więcej.
Co? Przekonajcie się sami.
p.s. Coś za długie mi to wszyło. Pewnie lanie wody wyszło. PECH :v
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz