piątek, 26 czerwca 2015

Ahoy!


Dzisiejszo-wczorajsza notka poprzeprowadzkowa będzie krótka (WYBACZCIE!), ponieważ mój komupter to dziwka i daje dupy każdemu wirusowi. Wiecie jak to jest...
Jestem jak matka, która pilnuje swojej ukochanej córusi by nie dawała na prawo i lewo, potem dowiaduje się że ma jakiś syf od paru miesięcy i nie jest w stanie nic z tym zrobić bo jest już (muzyka grozy) ZA PÓŹNO. I tak jak matka tak i ja próbowałam, działałam, tłumaczyłam i nic. DALEJ TO CHOLERSTWO JEST!
Ogólnie jestem znana ze słabych nerwów więc sobie wyobraźcie sobie moją żyłkę pulsującą tuż nad moimi kochanymi oczodołami. Moją ostatecznością jest pójście do dobrego informatyka na którego obecnie mnie nie stać. Ahhh - bycie biednym. AHHH - problemy pierwszego świata. Gdzieś tam być może ukradli moje dane osobowe. Echhh. Okropność. Albo kamerka działa i ktoś widzi ten ryjek mój. No nic WALCZĘ DALEJ - MATKA NIGDY SIĘ NIE PODDAJE
Tak z innej beczki. Takiej niewirusowej.
Gdzieś zasłyszałam że ten blog jest "pesymistyczny", być może jest. Na początku zrobiło się trochę przykro - w końcu kto normalny chce pesymistyczne brednie czytać? Po przemyśleniu stwierdzam uroczyście że :
1. Niby czego można sensownego spodziewać po spojrzeniu zdechłej ryby? Hm? Jakieś pomysły?
2. W ramach pozytywnego akcentu mogę wstawiać to  (: albo to :) może też to :D w zdaniach, np:. "Ludzie to chuje :D ", albo " Gdy śnią nam się zdechłe ryby może to oznaczać nadchodzące cierpienie albo duże zmartwienie. Wcale wam tego nie życzę :) "

Mogę też napisać wesołą minkę w optymistycznym pożegnaniu, które zachęci was do zaglądania do mojego bloga częściej!
Zapraszam was - ja, ruda osoba o wiecznym spojrzeniu zdechłej ryby! :D

czwartek, 25 czerwca 2015

DZISIAJ NOTKI NIE BĘDZIE - BĘDZIE PRZEPROWADZKA.

Napiszę może coś długiego po tym całym zamieszaniu.

niedziela, 21 czerwca 2015

Hello

Dzisiaj moja notka będzie o tym jak trudno podjąć jakąś decyzję.

TAK. MUSZĘ JAKĄŚ PODJĄĆ.
 OWSZEM. NIE WIEM CO ZROBIĆ.
 PEWNIE WYBIORĘ ŹLE – ŻYCIE.

No tak kto z was tle razy nie miał? Jest różnica między „Co zjem na obiad” a „Kim będę w przyszłości.” Prawda? Brzmi to  strasznie, czujesz się strasznie, nie możesz spać bo musisz podjąć takie decyzje. Nie wiesz czy to wina wychowania że masz tak nasrane w bani czy to wada naszej generacji. Wiecie do tej pory wszyscy wszystko robili za nas. Nawet nasze kochane smartfony robią wszystko za nas. Trochę to smutne, ze przez co że życie stało się „łatwiejsze” nie potrafimy ( w tym ja ) wykazać odrobinę wysiłku by zawalczyć o swoje. Może to wynika z tego że my nie wiemy co tak naprawdę jest nasze? Nie mówię tutaj o jakimś darmowym bic-macu czy zachcianek materialnych, bo o to nawet nie musimy walczyć, myślę tutaj  o czymś zupełnie GŁĘBSZYM. Każdy ma jakieś głębsze dno w sobie (tak to można określić ? ). Byliście mali marzyliście o tym by być atletą, albo muzykiem. Potem zaś OCH RZECZYWISTOŚĆ. 
I co? Koniec bajki. W sumie tak samo jest zawsze, niby się uczysz na błędach, ale po pewnych próbach poddajesz się bo sam nie wiesz czego dokładnie chcesz. Faceci nie wiedzą że są facetami i takie tam podobne brednie. Najlepszym wyjściem byłby zostać w miejscu – niestety nie można trzeba ruszyć dalej mimo lenistwa. 
Może po prostu jestem leniwa. 
Może nie chce mi się podejmować decyzji. 
Może jestem głupią krową. 
Może mam pecha. 
Może marudzę zwyczajnie w świecie.
Może nie. 
Sama tego nie wiem. Ale i tak podejmę decyzję, bo tak wymusza na mnie świat dorosłych. Głupi ten świat. Ta, ta trzeba iść dalej mimo wszystko. Trzeba sie rozwijać i inne brednie. Problem w tym że zwyczajnie nie mam ochoty.


TRYB OCZU ZDECHŁEJ RYBY – WŁĄCZONY!

( nadal jaram się tym słoneczkiem i widoczkami i tym że jest ciepło!)


wtorek, 16 czerwca 2015

To moja 12 notka. SZOK, NIEDOWIERZANIE
Podejrzewam że ten blog do najlepszych nie należy, ale prowadząc go daje mi on chwilę wytchnienia od rzeczywistości. Być może treści nie są górnolotne – każdy kiedyś zaczynał zrozumcie. Co zauważyłam do tej pory na tym blogu. Że bardzo lubię używać określenie „w sumie”, może zmienię je na np. „bez kwestii” , „pokrótce”, „bez dwóch zdań”, albo „reasumując”. Takie mądre powiedzonka. Można też powiedzieć (napisać) „konkludując” co osobiście bardzo mnie śmieszy ( w sensie słowo ). Dużo jest słów w języku polskim co mnie bawi kiedy usłyszę. Podam tutaj kilka przykładów, oto one.

RANKING ŚMIESZNYCH SŁÓW WEDŁÓG ZDECHŁEJ :
     5. ŁOŚ – mało liter a bawi
     4.BUDYŃ – kiedy słyszysz to słowo czujesz tą konsystencję i ogólnie to słowo jest kwintesencją        tego co oznacza
     3.HIPOPOTAM – dużo „p” i „h” działa śmiesznie
     2.KOPARKA – no nie wiem. Jest śmieszne samo w sobie.
            I UWAGA MÓJ FAWORYT
     1.KORNISZON – kiedy to usłyszę po prostu beka w środku w sobie. Słowo tak zabawne samo w        sobie że hoho.

Nie wierzę że wy nie macie takiego słowa co was bawi. Ja mam pełno a wyłoniłam te, które najczęściej sprawiają mi małą uciechę w tej szarej rzeczywistości. Chyba, że to ja jestem tutaj ta dziwna( pewnie tak jest). Bo w życiu trzeba się uśmiechać. Czasem nawet zdarzy się to zdechłej rybie. Kurczę ostatnio miewam lepszy humor. Ciekawe jak długo to potrwa.... HMMM...

 SZOK, NIEDOWIERZANIE! :o

niedziela, 14 czerwca 2015

OHAYO !
Dzisiaj potruje dupę krótko. Otóż opowiem wam o czymś co jest tam mało ważne, że zamkniecie tą kartę/przeglądarkę. No cóż… Trudno.
Wiecie kiedy wstajecie z łóżka i myślicie „o nie znowu”. To ja tak mam często, ale nie dziś. 

Wiecie dlaczego? 

Bo kiedy wstałam rano, mimo tego że było w chuj gorąco – świeciło pięknie słoneczko. Będąc na mieście i patrząc na ulice ( ogólnie dzisiaj była parada we Wrocławiu jakaś  - rowerki jeździły i była orkiestra! No pięknie) i widząc ludzi na rowerach/deskach poczułam pierwszy raz jakaś pozytywną energię. Może to Słoneczko pozwoliło mi wyprodukować więcej witaminy D. Spacerki są super. Polecam.
Po raz pierwszy chyba miałam żywsze spojrzenie niż zdechłej rybki. 

Dzisiaj też jest dzień muzyki. Dzisiaj jest dzień Natalii Przybysz.


Idę spać. Obudzę się, kiedy dorosnę.

wtorek, 9 czerwca 2015

 Aloha.
Dzisiaj będzie o stawianiu sobie nowych celów. Otóż kupiłam sobie deskę do jeżdżenia. TAK, TAKA OFIARA KUPIŁA SOBIE COŚ NA CZYM PEWNIE SIĘ ZABIJE.
Pytanie dlaczego to zrobiłam?
W sumie nie wiem. Może pociągała mnie chęć zaryzykowania? Może przełamania złej passy? Znalezienia nowego hobby? Marzenia z dzieciństwa? Kiedyś chciałam być damskim odpowiednikiem Tonego Hawk’a (nie wiem jak to zapisać czy jak to odmienić sorrki, poległam na tym) to było w czasach kiedy paczką kupowaliśmy rożki za 1,15 zł kiedy były oranżady za 50 grociszów czy coś takiego podobnego. To były czasy kiedy ograniczała nas własna wyobraźnia. Potem wyrosłam z tych rzeczy. Matura, studia itp., itd. Nagle BAM! Studia przerwane radź sobie sam, znajdź pracę. Od 3 miesięcy nic tylko praca-sen-jedzenie-praca-sen-jedzenie – nie mówię tu o korpo, ale o każdej pracy. Każda nielubiana praca zabija nas od środka. Serio jest jak choroba – sraczka. Wracajac do tematu nagle pewnego wolnego dnia naszła mnie myśl. 
Zrób coś nieszablonowego, nigdy nie lubiłaś nudy, seriale choć są ważne to nie wszystko. Przeszło na drugi dzień. Potem tydzień później. Ej a co jeśli kupie sobie deskorolkę/deskę ? W sumie trochę to głupie kupić sobie deskorolkę skoro nie umiem na niej jeździć ( były co prawda kiedyś sensowne próby ale praktycznie trzeba się wszystkiego od nowa nauczyć tak dawno to było ), aleeee przecież jak nie teraz to kiedy. Potem znowu odkładanie na później, a bo to trzeba kupić, a to cos tam. Chce sobie sukienkę kupić, a tu co innego. I znowu powróciła uparta Ruda (alter ego) „Kurwa jak zawsze tylko gadasz i nic z tym nie robisz – typowe dla Ciebie”. 
OOOO nie! Koniec z tym, koniec z wymówkami. I tak oto zakupiłam sobie deskorolkę w sumie to longboard’a. Jest to długa deska dzięki której będę mogła jeździć sobie po mieście i po  górskich drogach asfaltowych czy coś. Jest to jedna z niewielu ostatnich rzeczy z których mogę być dumna, a ten krok (kupno deski – coś z jednej strony tak absurdalnego a z drugiej zupełnie normalnego) mam nadzieje że  popchnie mnie do dalszych działań. 
Ludzie boją się ryzyka. Ja się boję ryzyka. Czas z tym skończyć. A to jest pierwszy podpunkt do realizacji tego planu.


P.s. po obejrzeniu tego filmiku na youtube zakochałam się w longboardzie. Mam nadzieje że też tak kiedyś będę jeździła. Looknijcie ! A jeszcze ta piosenka sielankowość. Przyznam się że daje nowe akapity losowo. Jakoś tak szybciej.


wtorek, 2 czerwca 2015

Ahoj!
Dzisiejsza notka będzie o podludziach. Kim jest podludz w XXI wieku?
Oto krótka charakterystyka podludzia:
           1.       Jego płąca wynosi 7-9 złotych na godzinę 
           2.       Jest często poniżany przez innych
           3.       Nigdy nie ma racji
           4.       Nie wie co to jest gorszy dzień 
           5.       Nie może narzekać, przecież ma tak bardzo opłacalną pracę!
           6.       Jak dostaniesz „TIPSY” to masz całować po rękach za to że ktoś okazał łaskę
      Tak mówie tutaj o byciu kelnerką. Nie mówie ze każdy klient przychodzący do twojej restauracji jest prostakiem i chamem, są też tacy mili którzy rozumieją na czym to wszystkim polega albo po prostu tez są ludźmi. Specyficzna realcja miedzy kilentem a obsługą jest trudna do zdefiniowania dla mnie.  Z jednej strony ja jako kelnerka obsługuję doradzam jakieś jedzonko a klient zadowolony z obsługi wcina i  chwali. ALE często w pracy spotkam się z zupełnie czymś innym. Wchodzi koleś (20-30 lat, piękny garniaczek, okularki stylowe i wgl elegancja Fracnja och ach) siada podchodzę pięknie pytam się czy coś doradzić itp. Koleś odpowiada z wielką łaską (mina typu – w sumie nie wiem co chciałbym zjeść ale zarabiam około 4 koła na miesiąc więc jesteś dla mnie kimś pokroju robaka więc Cię pomęczę bo i tak masz gównianą pracę w ogóle to co masz na sobie wygląda jakby ktoś wyrzygał)  „Poproszę ale mam specjalne wymagania i nie wiem czy pani je spełni. PROSZĘ ZAWOŁAĆ SZEFA”. Klient nasz pan, potem taki delikwent rozmawia o tym swoim zajebistym życiu i w ogóle jaki to on jest zajebisty. Może przemawia przeze mnie zazdrość o to że mam faktycznie troszeczkę gównianą pracę, ale nie znoszę kiedy ktoś traktuje drugiego człowieka jak robaka. 
      Następna sytuacja: wchodzi klient widać zły dzień w pracy, żona mu nie dała czy coś człowiek bez kija by nie podszedł. Od progu słyszysz jaka to obsługa jest beznadziejna, jak klnie że napisze w internecie o tej beznadziejnej restauracji MIMO że koleś jest od 5 minut i nawet nie zdążyłaś powiedzieć dzień dobry, bo przyjmowałaś zamówienie od innego klienta. W ogóle oczekiwania w stosunku do kelnerki jest bardzo wysokie w porównaniu do ceny za jaką pracuje. Ludzie dostają nagle jakiegoś pierdolca kiedy czują większą władzę( może nie władzę, a możliwości że TO ja mówię TUTAJ czego chce), najgorzej mają wszyscy Ci malutcy którzy pracują bo muszą. Może nawet chcą. 
      Nie mówię że bycie kelnerką to coś złego, ale na BOGA ludzie to tylko ludzie. Czemu o tym wszyscy zapominają? Czemu przychodzą tylko dla sportu by poznęcać się nad innymi? 
      Echhh… Niesprawiedliwość, ale takie jest życie nie? Ale może chociaż Ty jak to przeczytasz zastanowisz się nad tym idąc do jakieś knajpy czy coś i będziesz ciut bardziej wyrozumiały. 

      Kelnerka to też człowiek.
   p.s. Jakoś czasem trzeba się wyrzygać ze swoim wkurwem, nawet tutaj w internetach. :v