Siemson Ludziska!
Zaczynam pisać tą notkę po raz setny i nadal nie wiem o czym
chce wam dzisiaj przekazać. W sumie czy to ważne? Mam dwadzieścia lat i tak
naprawdę nie wiem nic praktycznego o życiu. Wiem, że nie ładnie jest przeklinać
publicznie, żeby myć zęby po każdym posiłku, że nie wolno mówić komuś prosto w
twarz że jesteś gruby/głupi/zjebany. Ale co tak naprawdę się liczy? Czy
rodzina? Czy cele? Marzenia? Miłość? Przyjaźń?
Niby banalne pytanie, ale jaka
jest prawidłowa odpowiedź? Co da nam całkowite szczęście o ile w ogóle można
osiągnąć. Przez filmy, książki, wyidealizowane życie „movie star” dążymy do
ideałów. Chcemy być wyidealizowani. Dążę do czegoś co w sumie nie jest osiągalne.
Teraz pytanie czy tylko ja tak mam czy całe nasze pokolenie? Jak wstajesz co
sobie pierwsze myślisz? Moją pierwszą myślą jest po prostu „co dalej?”. Nie
wiem czy jestem w takim miejscu w swoim życiu że boję się podejmować
jakąkolwiek decyzję bo wiem że i tak będzie źle. Nie wiem czy to ten kraj nasze
społeczeństwo tworzy które od najmłodszych lat ma wpajane że musi mieć idealną
przyszłość, czy to jakieś inne chujostwo.
Kto to wie? Boję się bo tak naprawdę
nic nie wiem. Taka stara a pierdoły pisze.
Wiadomka, dzieciństwo się skończyło,
ale czy społeczeństwo musi tak przypieprzać Ci rozgrzaną cegłą w twarz. Oczywiście
mogę wszystko sprawdzić w internecie. Magiczne pytania. „Nie wiem czy dalej mnie
kocha”. Zapytam w internecie. „Jak wybrać studia?” Zapytam internet. „Co zrobić
gdy jestem na środku lasu i nie wiem jak dojść do domu?”. Zapytam w interecie. Kto
pyta nie błądzi, ale czy przez to musimy wyłączyć zdolność do podejmowania
decyzji. Czy w dobie całej technologii nie musimy wiedzieć nic tak naprawdę? Bo
w każdej chwili można sprawdzić w google? Hmmm? Nie wiem, nie mam pojęcia szczerze.
ZAPYTAM.
p.s. chyba coś mi nie wyszło w tej notce, ale jebać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz